Rozdział pierwszy

 

Azyl

Oślepiająca tarcza słońca wolno zbliżała się do posadowionych na granicy horyzontu turni, osnutych mgłą, drapieżnie poszarpanych, groźnych.

Za późno zapadnie zmrok… Za późno.

Jednak tu, w strefie równikowej zbawienna przemiana dnia w noc nastąpi bardzo szybko, prawie bez zmierzchu. Być może nadchodząca noc ponownie da szansę dwójce uciekinierów, wycieńczonych i desperacko przedzierających się przez bezdroża tropikalnego piekła.

Maks z niepokojem spojrzał w niebo, po raz kolejny analizując w myślach wszelkie, nawet te zupełnie szalone, warianty dalszej ucieczki.